11 listopada 2016

65 lat FSO

Fabryka Samochodów Osobowych (FSO) – polskie przedsiębiorstwo przemysłu motoryzacyjnego produkujące samochody osobowe zlokalizowane w Warszawie .

Rząd Polski postanowił kontynuować budowę fabryki na warszawskim Żeraniu. Jeszcze w 1949 roku władzom polskim zaproponowano nieodpłatne przekazanie licencji na samochód GAZ-M20 Pobieda. W styczniu 1950 roku podpisano polsko-radziecką umowę licencyjną na produkcję samochodu M-20 Pobieda, w ramach której strona radziecka zagwarantowała pomoc w projektowaniu, budowie, wyposażeniu oraz uruchomieniu produkcji seryjnej. Oficjalną umowę z ZSRR podpisano 22 lipca 1950 roku.

Rząd Polski po zakończeniu II wojny światowej zdecydował o odbudowie polskiego przemysłu motoryzacyjnego, którego początki sięgają roku 1918. Kluczowym problemem rządu była licencja na produkcję pojazdu. W związku z przedwojenną współpracą polskiego przemysłu motoryzacyjnego z FIAT-em wybrano go do podjęcia negocjacji licencyjnych. Po zakończonych negocjacjach Państwowa Komisja Planowania Gospodarczego podpisała 31 lipca 1948 roku umowę na budowę fabryki motoryzacyjnej w Warszawie i zakup licencji na model Fiat 1400. Warunki porozumienia przewidywały osiągnięcie w ciągu trzech lat produkcji rocznej na poziomie 20 tysięcy pojazdów, przy czym transakcja miała charakter barterowy – umowa przewidywała zapłatę polskim węglem. W sierpniu 1948 roku rozpoczęto budowę fabryki.
Niestety w 1949 roku w miarę postępów budowy w związku z sytuacją polityczną nasiliła się zimna wojna, co doprowadziło do zerwania umowy z FIAT-em. Według niektórych główną przyczyną zerwania umowy było wycofanie się strony włoskiej w związku z wejściem planu Marshalla, w ramach którego Włochy miały otrzymać duże ilości bardzo taniego węgla amerykańskiego, z tym że za już dostarczone pojazdy Polska zapłaciła węglem, zgodnie z umową. Budowa zakładów zakończyła się późną jesienią 1951 roku. Koszty ich budowy wynosiły 130 milionów ówczesnych złotych, a odpowiednie jej wyposażenie – 250 milionów.


6 listopada 1951 roku o godzinie 14:00 z hali montażowej nr 1 zjechał pierwszy samochód osobowy wyprodukowany w powojennej Polsce nazwany Warszawą M-20. Ze względu na opóźnienia we wdrażaniu produkcji w pierwszym samochodzie (jak i początkowo w kolejnych) zamontowano jedynie oznaczenia FSO, zaś właściwego montażu dokonano wcześniej w ZSRR. W fabryce pracowało kilkanaście tysięcy ludzi, dla których posiłki w postaci obiadu i paczki papierosów dowożono z pobliskiego hotelu Bristol. Do końca 1951 roku złożono jedynie 75 sztuk. W 1952 roku rozbudowano fabrykę powiększając ją o kolejne hale montażowe.



Warszawa- 06-11-2016 właśnie tego dnia miłośnicy samochodów FSO spotkali się na 65 rocznicy wyprodukowania pierwszego samochodu w fabryce na Żeraniu. 
Co roku właśnie w rocznicę, zjeżdżają się osoby z całej polski, żeby wspólnie spędzić ten ważny dzień. 
Odkąd jeździmy, to był największy zlot. Zjechało się najwięcej osób. Odkąd jeździmy, pierwszy raz zlot odbył się na torze testowym FSO. Coś nam się wydaje, że samochodów było ponad 100 :) 


 Nie mogło zabraknąć Maluszka
(choć to bardzo myląca nazwa, wiecie o co nam chodzi;)

Był też biały Polonez Kombi (były nawet 2)

 Niestety żaden z nich nie jest nasz 
(nasz niestety dalej u mechanika)

Dużo nas było

 Dawno nie widzieliśmy takiej ilości polonezów w jednym miejscu

Niech żałują Ci, co nie byli. Bo jest czego żałować :)

17 października 2016

Najpiękniejsza Warszawa-

- czyli zlot Warszaw i Syren
Ciepłe wrześniowe weekendy zachęcają do wyjścia choć na chwilę z domu. Tak i my postanowiliśmy wybrać się gdzieś... I nagle dostaliśmy olśnienia! Przecież jest pod "patykiem" zlot! Nie może nas tam zabraknąć! Jak byśmy mogli nie pójść? Więc szybciutko zabraliśmy aparat i popędziliśmy pod PKiN :)
Jak nazwa zlotu wskazuje pojawiły się Warszawy i Syrenki. Ale oczywiście nie mogło zabraknąć innych znanych i lubianych samochodów. My jak zawsze zwracaliśmy uwagę na polonezy ;) Tak więc cały plac pod pałacem zapełnił się starymi samochodami i ich miłośnikami. Aż miło było patrzeć jak maleńkie dzieciaki oglądały te zabytki z błyskiem w oku. Oczywiście nie mogło zabraknąć seniorów wspominających swoje własne podboje w tych samochodach...





12 października 2016

Zaległości i nieobecności...

Długo nas nie było... Długo nie pojawiło się nic nowego... Jedyne co możemy powiedzieć, to przepraszamy.

->Co dalej z samochodem? 
Samochód dalej stoi u mechanika. Dalej jest w remoncie. Mamy nadzieję, że to już końcowy etap i niedługo będziemy mogli się cieszyć naszym odnowionym maleństwem.

-> Co z tym złombolem?
Niestety nie udało nam się pojechać :( jesteśmy rozczarowani, że nie udało się odrestaurować samochodu na czas. Jednak nie żałujemy, że podjęliśmy decyzję o gruntownej renowacji dosłownie całego samochodu. Chcemy się cieszyć tym samochodem przez długie lata a on na prawdę kwalifikował się do gruntownego remontu.

->To co zamiast złombola?
Skoro już mieliśmy wzięte urlopy w pracy i tak bardzo chcieliśmy gdzieś pojechać, to pojechaliśmy na naszą alternatywę- autokarem do Paryża :)
Udało nam się wyjechać tam na całe 2 tygodnie i możemy powiedzieć z ręką na sercu, że każdy dzień pobytu był wypełniony na maxa zwiedzaniem, oglądaniem, robieniem zdjęć itd. Mimo że to 2 tygodnie, to jednak mieliśmy za mało czasu, żeby obejrzeć wszystko. Mówiąc wszystko, mam na myśli te najbardziej "turystyczne" miejsca, które "powinno się" odwiedzić będąc w Paryżu (swoją drogą, nie wiem jak można zwiedzić Paryż w 3 dni, na wycieczce z biurem podróży). Zasmakowaliśmy Paryskiego metra, RER'ów, busów a nawet jechaliśmy tramwajem (co nie jest takie oczywiste w Paryżu) Byliśmy również na Saint Denis (tak, to ta dzielnica, której wszyscy się boją) nazywanym Afryką w centrum Europy. Osobiście nie odczułam tam najmniejszego zagrożenia czy dyskomfortu. Wręcz przeciwnie, ludzie byli bardzo pogodni i pozytywnie nastawieni.
Z dziwnych i mniej znanych miejsc odwiedziliśmy dzielnicę Noisy Le Grand, która dosłownie nas zszokowała swoim utopijnym stylem i charakterem.

A teraz parę zdjęć:
 W drodze 

na szczycie Sacre Coeur

 Wieża Eiffla widziana z Łuku Triumfalnego

Noisy Le Grand (tak, w tym budynku mieszkają ludzie)

 Wieża Eiffla z dołu

Wejście do Metra na  Champs Elysees

 Wieża Efilla z Trocadero

Paryż jest piękny nocą :)

21 czerwca 2016

polonezy i narodowy

Jak by to powiedzieć? po prostu spontan? wystarczy rzucić hasło na fb (oczywiście powinien być to ktoś znany) i zaraz ekipa się zjedzie!
Tak to właśnie działa i to właśnie się wtedy wydarzyło. Pewna bardziej znana osoba rzuciła hasło "zlot polonezów jutro pod narodowym"! Więc jak by mogło nas tam zabraknąć? Oczywiście i my ruszyliśmy do akcji, na razie jeszcze autonogami (bo nasz samochód jest wybebeszony praktycznie doszczętnie).  Wiadomo, na właścicieli polonezów zawsze można liczyć! Mega pozytywnie zakręceni ludzie ze swoją niecodzienną pasją i zamiłowaniem :) Dopisaliśmy że aż miło było popatrzeć. Pełno polonezów, dużo zdjęć, filmików, a może nawet w TiVi pokażą jak było ;)
 Więcej zdjęć na fejsbuniu ;)  
A filmiki na naszym profilu na  YouTube ZałogaRR



31 maja 2016

dawno nas nie było...

Wracamy! Niestety jakiś czas nas nie było i niestety nie mamy raczej solidnej wymówki na naszą nieobecność i brak postów na blogu. 
Przepraszamy i obiecujemy poprawę!
Co u nas słychać? w zasadzie niewiele... 
Polonez cały czas się robi... 
My w związku z nudą i oczekiwaniem na ukończenie naszego poloneza znaleźliśmy sobie ambitne zadanie ogarnięcie naszej działki :) Słoneczne weekendy pozwoliły nam zaangażować się w zasadzie na całego w prace porządkowe. Oczywiście nie obyło się bez grillowania :D I w taki przyjemny ale pracowity sposób mijają nam kolejne weekendy...  Z całych tych nudów postanowiliśmy wzbogacić naszego bloga i facebooka o filmiki z nami w roli głównej :) 
Oto nasz pierwszy filmik :)

18 kwietnia 2016

1 Nawigacyjny Rajd Rembertowski

Spragnieni przygód i nowych doznań stwierdziliśmy, że najwyższa pora na zrobienie czegoś, czego do tej pory nie robiliśmy. A co nam szkodzi! Przygoda!
Ambitnie chcieliśmy wykorzystać naszego poloneza, nastawiliśmy się, że to właśnie nim pojedziemy na ten rajd. Optymistycznie nastawieni, wykonaliśmy chyba z milion telefonów do mechanika, żebyśmy mogli naszym „wehikułem” tam być.
I jak zawsze, jak to w naszym przypadku bywa- zimny kubeł wody na łeb! No a jak. Okazało się, że niestety z powodów techniczno- rdzawych niestety nasze hamulce nie wytrzymają czeluści leśnych ścieżek Rembertowa.
No cóż. Samochód może nie da rady, ale My na pewno!
Jako, że nasza staruszka omega również kwalifikowała się pod wdzięczne hasło „stary samochód” stwierdziliśmy, że pojedziemy właśnie nią. Jak postanowiliśmy tak też zrobiliśmy!
Nasze przygotowania musieliśmy zacząć już dzień wcześniej. Dostaliśmy opasny materiał do zapoznania się. Że to miał być nasz pierwszy rajd nawigacyjny nie mieliśmy zielonego pojęcia co i jak. Po raz pierwszy zetknęliśmy się z pojęciem „itinerer” i z takim „schematem” trasy. Uważnie przestudiowaliśmy materiały nadesłane, więc całkiem odważnie pojechaliśmy na start, przekonani, że sobie poradzimy. Nasz szczęśliwy nr 38 zawisł na samochodzie i ze zniecierpliwieniem wyczekiwaliśmy startu. W między czasie połączyliśmy siły i wspólnie analizowaliśmy trasę i te „itinerery”, które mimo poświęcenia czasu na przestudiowanie niewiele nam jeszcze wtedy mówiły.
Pierwsze co odwiedziliśmy to teren AON i tam napotkaliśmy pierwsze trudności. Oczywiście udało nam się je pokonać, rozkminić jak czytać itinerer, więc zabraliśmy się do pytań z trasy. No i jedno z początkowych pytań i  co? oczywiście samochód o jaki chodziło odjechał, jak to na samochód przystało. Na szukaniu escorta (jak się potem okazało miał być fioletowy) spędziliśmy najwięcej czasu. Gdy już przyjęliśmy "porażkę" tego pytania poszło nam dużo lepiej. Dojechaliśmy do magicznej choinki i nikt z nas nie wiedział gdzie jechać i dla czego akurat tu trzeba skręcić. Do tej pory nie mamy pojęcia jak mamy ją czytać :)  Jeśli macie jakieś info koniecznie się podzielcie, bo czujemy potrzebę do edukowania się   Po przeskoczeniu choineczki poszło nam (oczywiście w naszym odczuciu) bardzo dobrze. Bez problemu poruszaliśmy się po trasie, znajdując "gnijące" samochody w zaroślach, kolory żuków i innych cholewkarzy :)
Skończyliśmy nasz rajd w przewidywanym czasie, choć jadąc rano byliśmy przekonani, że zajmie nam to dużo krócej ;)  Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, że w ogóle nam udało się przejechać całą trasę, że się nie zgubiliśmy i udało nam się odpowiedzieć na pytania, które w brew pozorom nie były takie łatwe. Wymagały bardzo dużej uwagi, bystrości i skupienia. Ale udało się! Mimo że nie znaleźliśmy się na podium czujemy dumę z Nas i z Naszej Omegi. Momentami myśleliśmy, że nie da rady przejechać po tych wszystkich wertepach, że coś urwiemy albo zawiśniemy. Ale wszystko było tak jak powinno  Po skończonym rajdzie czujemy... radości i niedosyt. Chcemy kolejnej przygody, kolejnego rajdu i kolejnej tak przedniej zabawy :)


10 kwietnia 2016

Nurzec Stacja

Jak to było z tym Nurcem...
W zasadzie przypadkowo zdecydowaliśmy się zajechać tam, gdy byliśmy w pobliżu. Jako, że rzadko jeździmy w tamte rejony, postanowiliśmy skorzystać z okazji i zobaczyć miejsce które kojarzy się nam z... Kolonią Zuchową.
Dawno temu, bo w roku 1996 po raz pierwszy odwiedziliśmy to miejsce. W zasadzie połowa z nas dwojga (bo druga połowa miała ledwo 6 lat i była troszkę za malutka na wyjazd na kolonię :) wybrała się w cowakacyjną wyprawę....
Wspomnień masa, mnóstwo pamiętnych chwil, więc jak byśmy mogli tam nie pojechać, skoro mieliśmy aż tak blisko :)
Po prawie 20 latach zobaczyć tak ważne dla Nas miejsce, niesamowite uczucie. Zaczęły przypominać się chwile, zabawy, wyprawy do lasu... Bardzo nostalgicznie chodziliśmy po znanych, starych leśnych ścieżkach... 20 lat do dużo, nie wiadomo kiedy ten czas zleciał...
Zmieniło się... w sumie nie dużo. To jedna z tych miejscowości, gdzie momentami zatrzymał się czas. Jak stało tak stoi, no może troszeczkę podniszczało...
P.S. Czołg spotkany gdzieś na trasie, a rdzawy pociąg w Tłuszczu :)







5 kwietnia 2016

sobotni trip!


Piękna słoneczna sobota za nami, pora na jej podsumowanie :) Powyżej przedstawiamy Wam jakiego zrobiliśmy sobie tripa :) W sobotę z rana planowaliśmy wybrać się naszą omegą, w zasadzie w jedno miejsce a potem szybciutko wrócić do domu. Dobrze nas znacie, więc doskonale wiecie, że nasz szybki wypadzik skończy się wielogodzinną podróżą ;) Pojechaliśmy w bardzo ważnym celu- zakupienia jakże długo wyszukiwanych lewych przednich drzwi do naszego polonka. Od razu powiem, że dla nas nie ma rzeczy niemożliwych i byśmy nawet wyczarowali te drzwi, byle by wymienić te, które są teraz w opłakanym stanie! No i co? Oczywiście że nam się udało! Bo jak by inaczej :D
OFICJALNIE- TAK! Mamy prawe i lewe drzwi do poloneza :) Jesteśmy z siebie dumni, bo łatwo nie było ich znaleźć. Spędziliśmy na prawdę wiele, wiele dni na przeglądaniu przeróżnych stron na których ludzie oferują co mają. Wiele godzin gapienia się w monitor, wysłanych maili, wykonanych telefonów... Aż w końcu się udało! Jak się czegoś bardzo chce i z całych sił do tego dąży to nie ma możliwości żeby się nie udało!
Jak już udało nam się dostać drzwi w zadowalającym stanie, z których da się coś zrobić, stwierdziliśmy, że skoro jesteśmy tak blisko, to czemu by nie odwiedzić "starych śmieci", ale o tym opowiemy Wam w następnym poście :)
A tu macie parę fotek naszych drzwi ;)